„Piszę do niego listy i opłacam mu naukę”
Białorusinka objęła opieką chłopca z Ugandy.
Już od dwóch miesięcy Jewgienija (imię zmienione) pisze listy nieznanemu chłopcu w Ugandzie i przelewa mu pieniądze na naukę. 15-letni Henry marzy o tym, by zostać lekarzem, ale jego rodziny nie stać na edukację. Jewgienija opowiedziała MOST, dlaczego zdecydowała się zostać opiekunką chłopca.
Jewgienija mieszka w Polsce od czterech lat. Od kilku lat od czasu do czasu pomaga projektom charytatywnym w Afryce. O tej inicjatywie dowiedziała się od swojej koleżanki. Ta okresowo jeździ do Afryki i pomaga miejscowym mieszkańcom.
— Z reguły jeżdżą tam na kilka miesięcy. Za pieniądze z darowizn kupują afrykańskim rodzinom łóżka. Często dochodzi tam do powodzi, przez co meble zawsze ulegają zniszczeniu. Ponadto pomagają w leczeniu, zapewniają jedzenie i przybory szkolne.
Wcześniej Jewgienija przelewała pieniądze na wyżywienie i inne potrzeby dzieci, a w tym roku po raz pierwszy objęła stałą opieką ucznia.
— Moja znajoma powiedziała, że jest dwoje dzieci z Afryki, które trzeba objąć opieką. Nie mogła stale wspierać finansowo obojga, ale nie chciała wybierać między nimi. Wybierzesz jedno, a co z drugim? Zapytała, czy nie chciałabym przyłączyć się do pomocy.
Jewgienija od razu się zgodziła. Podpisała umowę z fundacją, która pomaga afrykańskim dzieciom. Umowa jest bezterminowa. Można ją rozwiązać, jeśli opiekun z jakiegoś powodu nie będzie już mógł pomagać podopiecznemu.
— Najważniejsze, żeby zrobić to z wyprzedzeniem, aby nie przerywać pomocy i nauki dziecka.
W ramach tej pomocy opiekun powinien utrzymywać kontakt z dzieckiem, pisać do niego motywujące listy i opłacać jego naukę w szkole.
— Tam edukacja szkolna jest płatna. I nie wszyscy mają możliwość się uczyć. Z reguły na naukę w szkole stać zdecydowanie nie każdego. Co miesiąc piszę do niego listy i opłacam jego naukę — po 200 złotych miesięcznie — mówi Białorusinka.
W rodzinie są trzy łóżka i dwa stare materace
Dzięki korespondencji Jewgienija mogła lepiej poznać swojego podopiecznego. Chłopiec napisał jej swoją historię.
15-letni Henry mieszka w wiosce na zachodzie Ugandy, razem z krewnymi, w drewnianym domu. W rodzinie są tylko trzy łóżka i dwa stare materace, którymi muszą się dzielić. Rodzice zarabiają na dorywczych pracach i prowadzeniu niewielkiego gospodarstwa, ale tych pieniędzy nie wystarcza na wszystkie potrzeby dużej rodziny.
Henry jest jednym z dziewięciorga dzieci. Jednak dwóch jego braci zmarło: jeden został potrącony przez samochód, a drugi zmarł pięć lat temu po długiej chorobie. Nie wszystkie dzieci w rodzinie zdołały ukończyć naukę: ktoś przerwał ją z powodu choroby, ktoś inny z powodu biedy. Pewnego razu ojciec musiał nawet sprzedać część ziemi, aby opłacić leczenie jednego z synów.
Jeden z braci podpalił dom, drugi groził mu śmiercią
Kiedy Henry był mały, jego starszy brat, który miał poważne problemy psychiczne, podczas nieobecności rodziców podpalił dom. Chłopiec znajdował się w środku i doznał ciężkich poparzeń. W szpitalu spędził ponad trzy miesiące.
Sytuacja w rodzinie nadal była niebezpieczna: jeden ze starszych braci groził Henry’emu śmiercią. Wtedy matka oddała go pod opiekę wujka, który prowadził dom dla dzieci-sierot. Spędził tam pięć lat. Po zamknięciu tego miejsca chłopiec przeprowadził się do babci i dziadka, a po śmierci dziadka nadal wychowywała go babcia.
— Henry mimo tego wszystkiego bardzo chce zdobyć wykształcenie — ukończyć miejscową szkołę, a następnie dostać się na uniwersytet i zostać lekarzem. Jego marzeniem jest ratowanie ludzi. I będę szczęśliwa, jeśli mój udział mu w tym pomoże — mówi Jewgienija.
Add new comment